Strona poświęcona twórczości Ryszarda Stryjca Ryszard Stryjec - Twórczość - Strona Główna

Stryjec w poezji

Mieczysław Czychowski

Zaułek kościoła św. Jana w Gdańsku

Gdzie stare budy, śmietniki, zdziczałe koty
zdychające powoli, oślepłe i chude,
stary człowiek grzebał patykiem w odpadkach.
Mruczał coś pod nosem, upychając worek.

Śšnieg kołował nad miastem. Krzyczały mewy.
W skupie butelek karaluchy z plastyku
przywarły nieruchomo do parapetu okna.
Syreny małych statków ryczały ochryple.

Szedł ciemnym korytarzem w górę czasu.
Zmarli przyjaciele wychylali się ze ścian,
mówili: nie martw się, chłopie. Wszystko marność.
Przeminie jak zły sen. Nie warto się zadręczać.

Na strychu pracowni rytownik skupiony i powolny jak żółw
rytował gryfa unoszącego w szponach jagnię.
Farby, słoiki po chemikaliach walały się porzucone
jak gdy kto dzieła dokona – i zapomni.

Maszkary wyłupiaste, ludzie o ptasich głowach,
lew na pierwszym planie leżący dostojnie,
ówdzie święty Hieronim kuszony przez widziadła,
z boku kałamarz, pędzelki, klepsydra i czaszka.

Trumnę już wynieśli. Czuć wosk i palony jałowiec.
Krucyfiks na ścianie. Rękopisy po zmarłym.
Trzeba zapalić ogień w kominie, zaciągnąć strory
i wreszcie o sobie pomyśleć, po własnej stypie.

Strych chwieje się, stukają makówki w polu.
Sosna wali się z trzaskiem podmyta przez rwący nurt,
ale wczepiona jeszcze w zbocze korzeniami.
Słychać pojękiwanie bombowców. To oddala się burza.

W wykuszu zatrzepotał gołąb. Groźny pomruk kota.
Rynna chluszcze i dzwoni. Mnich zakapturzony w oknie.
Potem wszystko ucicha. Czujnie zasypia świat.
Dom tonie jak okręt. W snach buszują szczury.

Majaczy kościół świętego Jana o wypalonych gotyckich żebrach,
przy nim dom Mrongowiusza wypatroszony po strych.
Niemych świadków historii, pożarów i wojen,
mrok obejmuje gęsty. Sypie tłustą sadzą.

Teresa Ferenc

W pracowni Ryszarda Stryjca

Anioły zasłaniają sobie oczy gliną
małpy na półki wskakują
ludzkie głowy wstępują w głazy
pół-jaszczurki pół-żółwie chowają swe szyje

Ciała kobiet jeszcze nieskończone
patrzą w nieskończoność
nagie dynie rzepy
wysmukleją nagle owijając się w mgłę
Kiedy podchodzi do nich cofają się w kąty
głaskać konie i koty
toczyć puste skorupy jaj za horyzonty
Kto jesteście panie
pyta
gdańskie dziwki gdańskie zacne damy
przekupki z targów dominikańskich
kasjerki z tanich barów
grzeczne dziewczynki rozebrane nagle
na użytek jednego snu obrazu?
Kot codziennie się pasie na trawniku
koń z dzieciństwa z niespełnionych marzeń
krowa-ziemia dźwiga lasy przybrzeżne
zatokę na grzbiecie

ale kto wy jesteście
pytam jak Bóg pyta
któremu z rąk się c o ś wyrywa
c o ś być zaczyna
samodzielnym bytem
Dokąd mnie wasze milczenia prowadzą

(wiersz z tomu "Pieta", Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1981)

Kazimierz Nowosielski

****

Jakby pejzaż był czymś
co można było zranić – wędrowałeś
nie ruszając się z miejsca I przychodziła
do ciebie Ceres w przebraniu gdańskiej przekupki
siadała obok – gładząc kota
budziła elektryczne gwiazdy (one – spadając
świeciły nocą w kanałach)
dziś dobrze pomilczeć przy twoich sztychach
gdzie w wodach zmierzchu poblaski minionych kształtów
zaginione okręty płyną dalej i dalej
włosy topielic zawadzają o księżyc
ćma się obija o szkło zapalonej lampy
i gwar w tawernie –
Śpi znużony Don Kichote
Sancho źre krwisty befsztyk
Dulcynea przy kuchni wyśpiewuje sprośne piosenki
Tak trwa życie –
Lecz gdzie ty teraz jesteś –
Przeglądam twoje sztychy – poruszone kręgi
chwilowego
na wiecznym

Przez szybę

Chociaż już ciebie nie ma – albo
jak mówi mój synek – jesteś
coraz dawniej – widzę
jak pochylony nad kartką
rysujesz
przyczajoną w zakamarkach snu
harpię – potem
przydajesz jej gwiazdę
konia z rozwianą grzywą
Falujące na głębiach wodorosty
oplatają maszty zatopionych okrętów
twarz kobiety – jej uniesione
nad końskim łbem ramię
Pod straganami – tuż przy św. Janie
psy rozgryzają porzucone kości
Spod noża przekupki
wyśliźnięta flądra – krwawiąc
płynie nad miastem
A ty - raz jeszcze
poprawiając profil uniesionej ręki
oprawiasz ją w księżyc
- w pozór stałości rzeczy
Za oknem bazyliszek siada na gałęzi
przywiera do szyby
Cichocze w ciemności

Linoryt

Co jest
Pod pewnością ręki? Ciemność
podpiwniczona nieznanym
rodzajem światła – przeczucie
drążącego z niepewności
boga –
Tu ciszę po nieobecnych
wytrwale zasnuwają pająki
myszy – chrobocząc
objaśniają życia zawiłości
Nad labiryntem miasta
rozjarzają się gwiazdy
ale śpi Tezeusz
ukojony pochrapywaniem Minotaura
Anioł troski
pochyla się nad domem – by wybrać
czyjeś serce
Drzemie wąż obżarty
pod drzewem wiadomości
dobrego i złego

Centaury

Gdzieś w przestrzeni
między moim czuwaniem
a twym wygasłym oddechem
- w lunatycznym letargu
wędrują przez świat
twoi bohaterowie: Sancho Pansa Don Kichote
- zamieniają swą wieczność
w opowieść Jadą
na ośle na Rosynancie
na przedmieściach Gdańska
rozpytują Dulcynę Popijają piwo
na straganiarskiej Błądzą
po supermarkecie( Doczytujesz
nie zapisane kartki Znużona głowa
chwieje się nad stołem)
W snach pachnie ci step kazachski
Matka pochyla się przy tobie
rozwiązuje węzełek
pyta: A to
czy pamiętasz?
Dzieckiem będąc – łowisz kijanki w stawie
Potem – noc dosiada centaury
Pędzą w twoją stronę

Miedzioryt gdański

Niczym św. Hieronim
przy wypalonych łukach
ocalali i lwa i księgę
i chichoczące ptaszyska

Ponad portowym jarem
cuchnęło słoneczną posoką
Skrzypiały cienie żaglowców
gdy wiatr zstępował z obłoków

Na niebie brylant rakiety
nieznana wieku ozdoba
przejmował władztwo nad czasem
Mrok wypijała sowa

W tawernie wydrwiona litością
łkała dziewczyna nad fletem
Z czułością wabił ją garbus
Zadrwiła mądrość z poety

Na stolik winem zalany
kładł głowę malarz znużony
Gasły pod stosem popiołu
łąka i świt z jednorożcem

Prezentowane na stronie prace pochodzą ze zbiorów prywatnych. Kopiowanie, powielanie i odtwarzanie zabronione. Prezentowany materiał może być wykorzystywany w celach poznawczych.